Krem co ma moc! Korana krem pod oczy

Mam moc!
Ten krem ma moc!
Wosk pszczeli ma moc!
Dopiero niedawno zaczęłam używać kosmetyków, które zawierają kompleksy botaniczne, naturalne składniki takie jak wosk pszczeli czy lukrecja. Zaczęłam i teraz wiem, że warto takich produktów szukać i na nie stawiać :) Mój mały pomocnik jest tego najlepszym przykładem, znalazłam go w sklepie z miodami, który miał ogromny wybór kosmetyków z tym składnikiem. Po prostu było tam wszystko, a ja stałam się dzięki temu ich stałą klientką :) Dziś o kremie, który MA MOC.
 
 
Producenta Korana - widzę po raz pierwszy, ale już fakt, ze na opakowaniu z tyłu jest informacja, że produkt nie jest testowany na zwierzętach, i jest to producent kosmetyków naturalnych zyskuje w moich oczach. Krem pod oczy, o którym mowa jest przeznaczony do pielęgnacji bardzo delikatnej skóry, jest bezzapachowy i lekki, poprawia mikrokrążenie, działa przeciobrzękowo i antyalergicznie.
 

 
Skóra wokół oczu jest bardzo wrażliwa, dlatego ciężko znaleźć mi odpowiedni krem, który o nią zadba, szukałam długo i ciągle mi coś nie pasowało :) Dopiero teraz znalazłam przyjaciela. Jak pisałam wyżej, krem zapowiadał się interesująco, od razu się za niego zabrałam i jestem bardzo zadowolona z jego działania :). Krem jest bardzo lekki w konsystencji, szybko się wchłania, jest bezzapachowy i nie zapycha skóry! Rewelacyjne radzi sobie z nawilżeniem skóry - trzeba mu to oddać! Skóra wydaje się też być bardziej elastyczna i z pewnością nabrała więcej blasku,a to mi głównie chodziło!


Jestem nim po prostu zachwycona, nie spodziewałam się, że w małym sklepiku gdzie sprzedaje się głównie miód znajdę prawdziwego przyjaciela dla swojej skóry pod oczami! - udało się :)
Buteleczka 30ml starczy mi na długo, ponieważ kremu nie nakładam zbyt wiele, cena równie zachwyca - 8zł! Nic dodać, nic ująć!
Ten krem ma MOC !

Kto używa produktów z dodatkiem miodu :)?
Y.

Alverde Body Spray - Papaya Bio - Limmette

Po Świętach!
Powoli szykuję się do lata, wiosna nieśmiało, nawet bardzo próbuję się do nas przedostać, trzeba jej w tym jakoś pomagać :)
Wiosną i latem częściej niż zapachów używam mgiełek do ciała: odświeżających, zapachowych itp. Uwielbiam je i jestem od nich uzależniona, najczęściej sięgam po świeże zapachy, owocowe, kwiatowe, takie które dobrze na mnie leżą :) Powoli zaczynam zbierać zapas, a pokażę Wam mojego ulubieńca z poprzedniego sezonu, a że dostałam go w prezencie i jest on limitowaną wersją używałam go oszczędnie, rzadko mi się to zdarza, ale jednak się udało!
Niestety, bardzo żałuję, ale nie mam dostępu do kosmetyków z drogerii DM, więc z każdego, który otrzymam cieszę się niezmiernie :) Na zeszłe lato trafiła mi się ta oto mgiełka, świeża, soczysta o zapachu papai i limonki! Idealna na wiosenne i letnie dni - orzeźwia i pobudza skórę do działania.
Opakowanie ładne, estetyczne, kolorowe ale nie przesadnie :) Przyciąga oko i na pewno je cieszy, butelka z atomizerem - klasyczna przy tego typu produktach. Mgiełka przyjemnie się rozprowadza, duży dozownik w tym pomaga, produkt się nie klei, rozprowadzony pozostaje na ciele, nadając skórze delikatny zapach i przyjemnie ją nawilżając :).

Dlaczego wolę mgiełki niż perfumy w te ciepłe dni ?
Przede wszystkim dlatego, ze są zdecydowanie lżejsze, zapach nie jest tak mocny i tak długo nie utrzymuje się na skórze, można więc w ciągu dnia go swobodnie zmienić, nie podrażni skóry, a wręcz przeciwnie będzie ją dodatkowo pielęgnować. Nie da się przesadzić z mgiełką do ciała, ja latem mam ją zawsze przy sobie i używam nagminnie :) Dlatego szykuję zapasy, a Wam polecam tę cudowną mgiełkę z Alverde.
Jak jest u Was ?
Y.

Holika Holika, Aloe 99% Soothing Gel - Mój Hit

Wielofunkcyjny aloesowy żel, który zawiera 99% ekstraktu z aloesu. Może być stosowany do każdego rodzaju skóry twarzy i ciała. Koreański żel aloesowy marki Holika Holika jest hipoalergiczny. Nadaje się również do skóry wrażliwej, podrażnionej i problematycznej. Nie zawiera parabenów, olejów mineralnych, sztucznych barwników oraz składników pochodzenia zwierzęcego
Tak wita nas producent na etykiecie, powitanie rewelacyjne, kuszące, nic tylko używać. Mowa o aloesowym, wielofunkcyjnym żelu marki Holika Holika.
Po raz pierwszy zobaczyłam go w internecie, i moją uwagę przyciągnęło opakowanie - imituje liść aloesu, wtedy postanowiłam, że muszę go mieć u siebie :) Faktycznie opakowanie jest niezłe, mocna, poręczna butla, przeźroczysta, liść aloesu, dobrze oznakowany produkt, no i oczywiście przyciąga wzrok, nikt nie przechodzi obok niej obojętnie :) Po prostu cieszy oko !
Krótko o konsystencji i zapachu i przechodzę do działania, konsystencja żelowa (w końcu to żel), bardzo przyjemna w dotyku, chłodna, szybko się wchłania, nie pozostaje na skórze :). Zapach jest świetny, oczywiście aloesowy, ale nie drażni, wiec myślę, że każdy będzie z niego zadowolony.



 A jego działanie, do czego go stosuję:
1.  Krem nawilżający - używam go jako serum pod krem, czasem jako krem do twarzy, mieszam go również z olejkami i wtedy nakładam na twarz., świetnie też sprawdza się jako pielęgnacji okolic oczu.
2. Balsam do ciała - rewelacyjnie się rozprowadza i szybko się wchłania - działa dla skóry niezwykle kojąco, myślę, że idealnie sprawdzi się w wakacje po opalaniu, bądź jako balsam na oparzenia, doskonale też łagodzi wszelkiego rodzaju podrażnienia: np. po zabiegach kosmetycznych czy depilacji.
3. Krem do rąk i stóp - przyjaciel podrażnionej i suchej skóry, w sam raz dla alergików, może być dla nich zbawienny.
4. Makijaż - idealna baza pod makijaż, czasem łączę go też z podkładem.
5. Serum i pielęgnacja włosów - sprawdza się jako maska do włosów, aplikuje go na suche i wilgotne włosy, czasem na same końcówki.
6. Baza pod maseczki - wzmacnia działanie maseczek :).

Jak widzicie żel u mnie wykorzystywany jest tak naprawdę w każdej dziedzinie życia kosmetycznego, stosuję go zarówno ja jak i pozostali domownicy (w tym mężczyzna), aloes kojący dla skóry działa cuda, ja jestem nim zachwycona, jest bardzo wydajny i dodatkowo ma rewelacyjne opakowanie (ok. 35zł). Warto mieć go w domu, na pewno się przyda i to nie jeden raz :)
Y.

Nacomi Olej Avocado - Przyjemne Olejowanie

Kiedyś byłam na NIE, teraz jestem zdecydowanie na TAK. Oleje! Kto by pomyślał, że będę ich tak wielką fanką. Używam ich do ciała, do twarzy, do kąpieli i do makijażu, od pewnego czasu są ze mną wszędzie i jestem z tego niezmiernie zadowolona :)
 
Marki Nacomi nie przedstawiam, bo myślę, że jest już powszechnie znana i bardzo lubiana, mam ich wiele produktów i jakiś czas temu postawiłam na olej z avocado. Olej avocado ma wiele zastosowań nie tylko w formie kosmetycznej, ale również spożywczej, bogaty skład oleju awokado sprawia, że jest bardzo cennym olejem dla skóry wrażliwej, alergicznej czy też atopowej. Bardzo dużo dobrych właściwości, dlatego też postanowiłam, ze go sprawdzę;)
 
 
 
Olejek podany w szklanej butelce (50ml), wygodna forma aplikacji - duży otwór przez który wylewamy produkt, opis zarówno na przodzie jak i z tyłu butelki, skład również podany (olej 100%).
Całkiem przyjemnie wygląda, jeśli chodzi o zapach, typowy dla tych produktów, nie przepadam za zapachem avocado, ale tutaj na szczęście mnie nie drażni, jest delikatny :).
 
 
A co z działaniem ? Ja staram się stosować takie oleje naprawdę do wszystkiego, dodaję je do kremów, baz, balsamów, nakładam też samodzielnie - odczuwam wtedy idealne nawilżenie skóry ( w końcu to olej :)). Po mału zaczynam też używać do włosów, ale tutaj zostanę wierna olejowi kokosowemu - on u mnie działa cuda ! :)
 
 
Olej ten głownie działa przeciwalergicznie orz przeciwzapalnie, doskonale radzi sobie z problemami skórnymi, które wymagają bardzo delikatnej pielęgnacji. Łagodzi zaczerwienienia i podrażnienia, idealnie działa na wypryski. Jak pisałam wcześniej super też nawilża.
Ja jestem bardzo zadowolona z jego działania, jest to kolejny olej który zostanie ze mną na dłużej, tym bardziej, ze cena jest niezwykle zachęcająca (ok. 10-15zł.). Moja skóra czuje się po nim fantastycznie, olej wchłania się szybko, nie tłuści mi ubrań, nic tylko używać i używać.
 
 
 
Wiem, że też go używacie :) Jak się sprawdza u Was ? Czy też jesteście zadowolone z jego działania i sięgniecie po niego ponownie ? :)
 
Y.
 

Skinfood Coconut Mask - Koreański kokos

Korea!
Odkrywam naturalne składniki a pielęgnacja jeszcze nigdy nie sprawiała mi tyle radości :).
Marka Skinfood jako pierwsza silnie inspiruje się kuchnią, łączy piękno i smak, ja przy wyborze produktu pokusiłam się oczywiście o kokos, chociaż wybór był niezwykle trudny. Swoją przygodę zaczęłam od nawilżającej maski kokosowej :) No cóż w końcu jestem fanką wszystkiego co z kokosem!

 
 
 Koreańska pielęgnacja otacza nas z każdej strony, nic dziwnego, że tak chętnie po nią sięgamy, ponieważ działa! Przekonałam się już kilkukrotnie, że kosmetyki z innego kontynentu są dla mojej skóry zbawiennie. Teraz bardzo, ale to bardzo potrzebuję nawilżenia, więc postawiłam na silnie nawadniającą maskę z kokosem (ok.55zł).

 

Po kilku użyciach (nakładam i zostawiam na noc) czuję się o wiele lepiej, oprócz nawilżenia czuję również jej ujędrniającą moc! Skóra jest miękka, gładka i fantastycznie napięta. Maska jest żelowa, na początku delikatnie kremowa, na twarzy zmienia się "w wodę", po wyjęciu z lodówki efekt jest o wiele mocniejszy, wiosna, lato już teraz mi nie straszne.


 

Najlepsze, oczywiście zostawiłam na koniec! Kokos, kokos, kokos. Maska to prawdziwy kokos, żadna chemia, zero sztuczności, po otwarciu i nałożeniu na twarz czuje tylko to :) Coś wspaniałego!
Marka w swojej ofercie posiada jeszcze maski z innymi składnikami, min.: cytryna, arbuz czy żurawina. Czuję, ze wypróbuję je wszystkie :)
Uwierzcie mi, warto !

Y.
 

Glow na twarzy - festiwal rozświetlaczy.

Wiosna!
Rozświetlenie!
Glow!
Słońce! -> to jest to :)
Swoją twarz staram się rozświetlać  o każdej porze roku, jednak wiosną wychodzi mi to najlepiej, być może jestem tak spragniona światła i słońca, że nakładam na siebie bardzo dużo takich produktów, czuję się z tym dobrze, nie zamierzam tego zmieniać, pokażę Wam moich ulubieńców, i te rozświetlacze, które pokochałam najbardziej :)



Jeśli chodzi o kosmetyki używam produktów o przeróżnych konsystencjach, nie mam swojej ulubionej formy, czy też koloru, jak widzicie produkty są sypkie, w płynie i w sztyfcie. Są złote, różowe i kolorowe :)


Na pierwszy ogień idą te sypkie, chyba najwygodniejsze jak dla mnie w aplikacji, kiedy po zimie potrzebuje promieni słońca na twarzy, stawiam na te produkty, nakładam je klasycznie nad kość policzkową albo omiatam dużym pędzlem całą twarz - glow na maksa! :)
Po lewej intensywnie kolorowy kosmetyk z Lovely - Lights on me, powiem Wam, że jest rewelacyjny, tak intensywnie rozświetla, że aż sama byłam w szoku, pozostawia cudowną poświatę, a nie tylko drobiny, nie ma co się bać kolorów bo one tutaj w niczym nie przeszkadzają (ok.10zł).
Na prawo puder rozświetlający marki Sephora, wiosenna nowość, wygląda pięknie, delikatny, sprawia, ze skóra nabiera delikatnego połysku, biały kolor to puder transparentny - utrwala makijaż, a kolorowy kwiat rozświetla skórę - praktyczny i funkcjonalny (ok. 59zł) :) Do sypkich produktów zaliczę jeszcze mój ulubiony cień z zimowej kolekcji Sephora - daje czadu! (ok.19zł).
 


Dalej! Produkty, które używam do rozświetlania twarzy w formie płynnej częściej dodaję do bazy lub do podkładu, wtedy efekt jest mocny i wyraźny, chociaż zdarza mi się też nakładać je klasycznie podczas makijażu, sztyft towarzyszy mi zawsze przy wykończeniu.


Forma płynnych produktów jest bardzo wygodna, są zabezpieczone w idealny sposób, nic nam się nie wyleje, nie wydostanie, produktu nakładamy tyle ile nam potrzeba, mimo iż kiedyś się ich bałam teraz jestem ich wielką fanką :).



Dwa pierwsze w kolorze złoto - różowym to Benefit, do połączenia z podkładem ten kolor jest idealny, jak mam dzień lenia to nawet potrafię nałożyć na twarz sam rozświetlacz i tak sobie paradować :) Benefit kusi oczywiście słodkimi i ładnymi opakowaniami, High Beam (ok. 129zł) nakładamy pędzelkiem, zaś Girl Meets Pearl (ok. 155zł) wykręcamy i siup. Oba posiadają pigmenty, które fantastycznie odbijają światło.

Na sam koniec zostawiłam sztyft, wiem, że nie każdy lubi taką formę aplikacji, fakt trzeba się do niej przyzwyczaić, a potem to już samo idzie, dzięki końcówce z gąbką nakładanie jest dziecinnie proste. Smashbox L.A. Lights - Hollywood & Highlight jest rewelacyjny, złoty kolor po nałożeniu wygląda cudownie, co mi się w nim najbardziej podoba, ten mokry efekt, który powstaje na twarzy (ok.159zł).



Teraz, kiedy wiosna zawitała na dobre, w sklepach, perfumeriach i drogeriach pojawia się coraz więcej produktów do rozświetlania twarzy, mimo iż mam swoich ulubieńców na pewno nie zrezygnuję z testowania nowych kosmetyków, mam nadzieję, że już niedługo pokaże kolejne :)



a jak u Was ?
Jest już wiosenny glow :)?
Y.