Bomba witaminowa - Lirene C + D Vitamin Energy

Cześć!
Idąc przez drogerię na półkach 'uśmiecha' się do nas masa kosmetyków, nowość goni nowość, i co tu wybrać, ja przechodząc przez alejki najczęściej zerkałam na nową linię marki LIRENE C + D Vitamin Energy. Wizualnie przyciągała wzrok i aż krzyczała: "weź mnie" ;-). Nie zdążyłam, bo otrzymałam ja do przetestowania od marki ze strony Ofeminin.pl. Na szczęście! ;-)
 
 
 
Co prawda mam swoją, dobraną już pielęgnację, ale chętnie sięgam i sprawdzam nowości, żeby wiedzieć co tam w kosmetycznym świecie piszczy. Markę Lirene znam, ale szczególnie za nią nie przepadam, miałam kilka produktów, które owszem były całkiem niezłe, ale szału u mnie nie zrobiły.
Przy tej serii zdziwiłam się, bo okazała się całkiem przyjemna, oprócz pięknej oprawy wizualnej sprawdziła się u mnie, i myślę, że jak będę miała okazję to do niej wrócę ;-).
 
Bardzo miło było przetestować cała linię, a nie tylko jeden produkt. Żel myjąco-energetyzujący, krem dzienno - nocny oraz nocne serum - razem wszystko skomponowało się idealnie!
 

 
Żel idzie na pierwszy ogień. Myjąco - energetyzujący, oczyszcza skórę, zwęża pory, zapewnia zdrowy wygląd cery. Jest to skuteczna baza myjąca, używałam go jako drugiego kroku oczyszczania zaraz po balsamie, z którym zgrał się fantastycznie. Żel pachnie pięknie, delikatnie, zawiera w sobie kapsułki (witamina E), które oczywiście się rozpuszczają. A co zauważyłam ? Idealnie oczyszczał, nie przesuszał, skóra była naprawdę miękka i ładnie pachniała, czułam odświeżenie po ciężkim letnim dniu, lubiłam używać go z samego rana - dla pobudzenia!
 

 
Kolejnym krokiem w pielęgnacji było nakładanie skoncentrowanego serum na noc. Serum w szklanej butelce z pompką - idealna forma. Nakładałam na całą (oczyszczoną) twarz oraz szyję. Jak w przypadku żelu i kremu, również w serum znajdują się małe kapsułki pękające przy wydobywaniu (wit. C), nie przeszkadzały przy nakładaniu. Tak jak cała linia serum pachnie ładnie, cytrusowy zapach jest wyczuwalny długo, produkt wchłania się szybko i po nim przychodzi czas na krem.
 
 
Krem jak widzicie idealnie komponuje się z całą serią, pomarańczowa forma, kapsułki z wit. C, ten sam cytrusowy zapach. Krem dzienno - nocny (bez filtra), odżywczy, głęboko nawilżający.  Krem faktycznie dobrze nawilżał i odżywiał skórę, tego teraz najbardziej potrzebuję, moja skóra w ciąży jest wiecznie przesuszona, a krem o dziwo sobie z nią dobrze radził. Skóra odzyskała zdrowy wygląd, i zyskała trochę rozświetlenia. Byłam więc z niego zadowolona. Jedyne co mnie zmartwiło? zasmuciło? nie spodobało się? - opakowanie kremu jest plastikowe .. nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo, ale myślałam, ze tak jak serum będzie szklane, mocniejsze, poręczniejsze, tutaj się rozczarowałam, wygląda to trochę tandetnie, no cóż.
 
 
Oprócz tego jednego mankamentu nie mam się do czego przyczepić, cała seria sprawdziła się nieźle. Nie oczekiwałam od niej cudów i tego nie otrzymałam ;-). Ale nawilżenie, odżywienie, zdrowszy wygląd - owszem, na tym mi zależało i bardzo się z tego cieszę. Produkty są szeroko dostępne w drogeriach, na pewno je zobaczycie, warto je sprawdzić ;-) Ja jestem zadowolona.
 
Kto już miał i próbował ?
Y.

Red Chiffon Dress - czerwona sukienka szyfonowa - Rosegal.com

Cześć, Witajcie!
 
Dziś całkiem niekosmetycznie, wakacje, słońce, odpoczynek, luźny post ... ;-).
Lubicie sukienki ? Ja mam ich w szafie mnóstwo, ale ich nie nosiłam, aż do teraz! Jestem w 29 tygodniu ciąży i niestety, ale robię się 'coraz większa', w spodnie ciężko wejść, jest ciasno, niewygodnie, musiałam więc wytargać moje sukienki i zacząć je nosić, zaczęłam też rozglądać się za nowościami, letniakami, takie w których będę wyglądać i przede wszystkim będzie mi wygodnie! :)
 
Czerwony i czarny są to bardzo klasyczne kolory, w mojej szafie znajduje się ich niewiele, więc zaczynam poszukiwanie. red chiffon dress   i black turtleneck dress , to są moje wybory na teraz!
Czerwone i czarne, eleganckie i na co dzień. Nigdy nie szukałam na zagranicznych stronach, ale po Waszych postach widzę, ze warto. Mój wybór padł na sklep: Rosegal.com. klik
 
Spodobało mi się naprawdę sporo ubrań, bardzo fajnie, że różnią się od tych, które dostępne są w naszych sieciówkach, tutaj naprawdę ciężko mi jest coś dobrać, a jak znajdę okazuje się, że to jednak nie to ... szkoda! Na stronie Rosegal.com ceny są niezłe, przystępne, więc można śmiało zaszaleć ;-).
Moje wybory na chwilę obecną:
 
 
klik i klik
 
 
Dwie kolejne idealnie na letnie, gorące dni:
 
 
klik i  klik
 
Jak Wam się podobają :)? Dla mnie są idealne, duże rozmiary, piękne wzory! Zajrzę na stronę jeszcze raz :) Znacie ten sklep ? Może też robicie tam zakupy ? Polecicie coś :)?
 
 
Y.

Johnson's Bedtime - pielęgnacja na dobranoc

Witajcie!
Dziś nietypowo, kosmetyki, których nie używałam wcześniej, a przez przypadek zaczęłam. Mowa tutaj o pielęgnacji dla najmłodszych, wspomagającej sen dziecka. Kosmetyki marki Johnson's nie są mi oczywiście obce, ale nie miałam dotychczas z nimi zbyt dużej styczności, teraz przy okazji narodzin maleństwa (wrzesień 2017) mogę sama zacząć testować kosmetyki dla maluszków. Te, o których napiszę dostałam w prezencie, i nie czekając do września trafiły do mojej łazienki ;-)

Seria, która posiadam to seria BedTime - rytuał na dobranoc o działaniu potwierdzonym klinicznie, wspomaga spokojny sen Twojego dziecka. Produkty to oliwka na dobranoc oraz żel do mycia ciała (200 i 400ml).


Cała seria utrzymana jest w delikatnym lawendowym kolorze, który potrafi uspokoić ;-), butelki klasyczne dla marki, mam wrażenie, że od lat się nie zmieniły, ale może to i dobrze. Opisy są wyraźne, składniki na etykiecie również, więc mamy wszystko czego potrzebujemy.




Testowanie zaczęłam od oliwki, która okazała się hitem! Ciepła kąpiel, masaż oliwką i spokojny sen, wyciszenie, takie były u mnie efekty. Produkt jest z dodatkiem min.: lawendy i rumianku, posiada kompleks naturalnych aromatów, to właśnie one sprawiają, że używanie kosmetyku jest naprawdę przyjemne.  Oliwka szybko się wchłania, nie tłuści, pięknie pachnie i nawilża. Jest cudowna ;-)


 Co do żelu, również posiada roślinne kompleksy i pięknie pachnie, pozostaje na skórze dość długo, a nałożona oliwka tylko wspomaga jego działanie. Naprawdę zgrany duet. Żel myje skórę, jest dla niej bardzo delikatny. Bardzo wydajny, szczególnie, ze butla jest naprawdę ogromna i myślę, że starczy mi na długo, długo ;-)


Co prawda dopiero zacznę prawdziwą przygodę z kosmetykami dla dzieci, ale do września będę chciała sprawdzić ich jak najwięcej, myślę, że do tego czasu trochę się ich uzbiera i je Wam pokażę ;-). Z serią Bedtime naprawdę się polubiłam i zostanę przy niej na dłużej, skoro mi służy, myślę, że maluszek będzie z niej zadowolony i z czystym sumieniem będę mogła jej używać ;-)

Jakie są Wasze doświadczenia z kosmetykami dla dzieci :)?
Y.


o swoim ślubie słów parę - trochę prywaty.

Ślub! Wesele!
Wiele z Was już po tym wydarzeniu, wiele z Was dopiero się z tym zmierzy ... ;-).
Ja swój wielki dzień obchodziłam niedawno - 26.05.2017r. i chciałam się zwierzyć trochę tak prywatnie jak to wszystko odczuwałam ;-).
 
 
Wszystko zaczęło się u nas od wyboru terminu, kiedy oboje wiedzieliśmy, że to już! zdecydowaliśmy się na załatwianie formalności, żeby było śmiesznie decyzja zapadła pod koniec lutego, a więc mieliśmy 3 miesiące - i powiem Wam, ze czasu wystarczyło nam w zupełności, nie potrafiłabym organizować się na rok czy dwa wcześniej. I tak większość spraw załatwia się krótko przed samą ceremonią, a po co czekać aż tyle czasu, stresować się niepotrzebnie i wyczekiwać na ten dzień.
 
 
Ok! Termin jest, zebraliśmy się i w jeden dzień udało się zorganizować wszystko w Kościołach, wstępnie zarezerwowaliśmy salę i zabraliśmy się za dalsze czynności. Ja nie musiałam się długo zastanawiać nad resztą, bo długo przed ślubem już wiedziałam jak ma on wyglądać. Miał to być majowy, konwaliowy ślub - więc dodatki na sali były z konwaliami, bukiet, wianek, butonierki oraz bransoleta dla świadkowej były z tych samych, moich ulubionych kwiatów.
 

 
Później na spokojnie załatwialiśmy pozostałe kwestię: suknię szyłam na miarę w salonie sukien ślubnych, sala dogrywana była na bieżąco, menu wybraliśmy na krótko przed Tym dniem. Kościół i USC to była raczej formalność, nauki przedślubne i poradnia rodzinna - jeden dzień, także wszystko szło płynnie i gładko. Same dodatki i ostatnie zakupy poczyniłam kilka dni przed ślubem. Nie chciałam robić tego na kilka tygodni wcześniej. Jak widzicie prawie sielanka, niestety małe problemy zaczęły się w ostatnim tygodniu przygotowań.
 
 
My jako przyszła Para Młoda byliśmy strasznie wyluzowani i do wszystkiego podchodziliśmy z ogromnym dystansem, ale inni nadrabiali nerwami za nas, potem zaczęło to też trochę przechodzić na nas, z nas na innych i tak powstało kilka niepotrzebnych nerwowych chwil. Już teraz wiem, że nie będę w przyszłości męczyła Pary Młodej, najlepiej ich zostawić w spokoju, jak będą potrzebowali pomocy z pewnością odezwą się sami. A powiem Wam, że wiecznie odzywający się telefon, ciągłe pytania i próbowanie we wszystkim pomóc, tylko bardziej rozjusza nic pomaga .. niestety! Ja byłam przez to strasznie nerwowa, nie mogłam nic zrobić spokojnie i ważne dla mnie osoby traktowałam okropnie, gdybym miała teraz taką wiedzę wszystko rozegrałabym inaczej.
 
 
 
Na szczęście jak staliśmy już przed ołtarzem, wszystko ze mnie zeszło i dopiero wtedy mogłam poczuć magię tego dnia. Chyba nie musze nikomu opisywać uczuć jakie towarzyszą przy tym wydarzeniu, są tak silne, ze ciężko mi je tutaj oddać, a uwierzcie, ze chciałabym ;-). Miłość, radość, euforia, szczęście, strach to tylko kilka z nich.  Ceremonia w Kościele oczywiście minęła bardzo szybko, życzenia przed Kościołem i udaliśmy się na sale gdzie odbywała się mała uroczystość, nie szliśmy w duże wesele, tylko w rodzinnym gronie. Kameralnie tak, aby każdy mógł ze sobą spędzić trochę czasu - i było idealnie. Mała sala, wszyscy siedzieliśmy razem, tańce, rozmowy, idealnie jedzenie, pogoda cudowna, mini sesja ślubna w trakcie! Jak to teraz wspominam to aż mam łzy w oczach.
 


 



 
Jak widzicie, wrzuciłam tutaj trochę prywaty, trochę własnych odczuć, trochę cudownych zdjęć, nie jest to żaden poradnik, bo każdy organizuje i odczuwa Ten Dzień po swojemu i to jest w tym wszystkim cudowne ;-). Jeśli ktoś miałby jakieś pytania szczegółowe co do jakiejś kwestii piszcie, być może stworzę o tym osobny post! :-)
A teraz pozdrawiam Was serdecznie.
Y.

Kosmetyczka na wyjazd - co biorę ze sobą na krótki urlop


Planuję krótki wyjazd, kilkudniowe wakacje nad morzem ;-) Bagaż ograniczam naprawdę do minimum, także w kosmetykach stawiam na minimalizm, a co zabieram ze sobą :)?

Pielęgnacja to podstawa, ale też nie przesadzam.
- Mój must have to krem do twarzy z SPF50 od marki Clinique - mój faworyt jeśli chodzi o filtry, formuła mineralna, za to go pokochałam.
- Kolejny produkt bez którego nie jestem w stanie się obejść to aloesowy żel do 'wszystkiego' od Holika Holika, myślę, że będzie niezastąpiony nad morzem.
- Olejek kokosowy od marki Bielenda - idealny nawilżacz i zapach kokosa ;-).


Kolorówka też tylko podstawowa, nie będę jej używała na co dzień, ale myślę, że warto ją mieć przy sobie, a nóż się może przydać.
- Podkład Wonderful Cushion Sephora, delikatna formuła, lekkie krycie, zero obciążenia i oczywiście BB do nakładania go.
- Puder Miss Sporty - Insta glow - maskuje niedoskonałości i idealnie wykańcza makijaż.
- Mascara Dimensions de Chanel - super szczotka i naprawdę naturalny efekt.
- Rozświetlacz Lovely w kolorze złotym, a może się opalę? ;-)





Koniecznie muszą się jeszcze znaleźć:
- Krem do rąk Delia - super nawilżacz, nie rozstaje się z nim.
- Maseczka do twarzy w płacie - pomidor od Holika Holika.
- Mój ulubieniec do ust ostatnich dni, balsam kokosowy Palmer's SPF 15 - to jest HIT ;-)

Tak patrzę na to co spakowałam i naprawdę poszłam w minimalizm :) Oczywiście dopakuję jeszcze demakijaż, ale z samych kosmetyków do pielęgnacji i kolorówki to wszystko! Wakacje są po to by odpoczywać i szaleć ! :) i ja to planuję!



Udanej pogody Wam życzę.
y.

Olejek w balsamie kwiat wiśni - NOWOŚĆ od Nivea

Mam wrażenie, że u mnie lato w pełni .. słońce, upały, idealna pogoda, letnia pielęgnacja!
Jakiś czas temu zaczęłam stawiać na olejki, skóra bardzo się z nimi polubiła, a i ja jestem zadowolona. Dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy NIVEA wypuściła na rynek nowy produkt, mianowicie olejek w balsamie.
 
 
Kosmetyk, który ja testowałam to wersja - kwiat wiśni i olejek jojoba, idealny na tę porę roku, nie za ciężki, nie za słodki, zapach jest prawdziwie kwiatowy, słodycz wiśni przeplata się delikatnie z cytrusami, na ciele zachowuje się równie cudownie ;-).
 
 
Marka Nivea zastosowała przełomową formułę olejku w balsamie, jest to idealnie połączenie pielęgnacji naturalnymi olejami z wygodną aplikacją balsami, połączenie to rozpieszcza zmysły i niezwykle pobudza. Uwielbiam aplikacje tego balsamu, formuła jest lekka, nie za gęsta, bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu na skórze, a nawilżenie czuć niemal od razu, utrzymuje się bardzo długo i to jest fantastyczne.
 
 
Do tego wszystkiego dochodzi ten cudowny zapach, o którym pisałam wcześniej. Kwiat wiśni to idealny letni sposób na udany dzień. Zapach wiśni jest delikatny, spokojny, cichy i dyskretny, idealnie łączy się z kobiecą skórą. Pozostałe wersje zapachowe mogą być już nieco cięższe, ale myślę, ze też je z czasem sprawdzę: (róża i olejek arganowy, wanilia i olejek migdałowy, kakao i olejek makadamia) więc jak widzicie wybór jest spory i każdy znajdzie coś dla siebie.
 
 
Butelka jak widzicie typowa dla marki NIVEA, klasyczna i bardzo dobrze rozpoznawalna, na sklepowej półce od razu widać jaka to marka, uważam, ze to dobre posuniecie ;-) Po co zmieniać coś co się bardzo dobrze sprawdza.
Kto z Was miał już styczność z tą nowością ? Ja uważam ja za idealnie letnie nawilżenie, skóra po nałożeniu jest miękka, gładka i nawilżona a zapach wiśni, który się na niej znajduje jest prawdziwym letnim orzeźwieniem ;-)
 
Y.
 

MIYA myWONDERbalm - I'm Coco Nuts

Kokosowy raj!
Intensywnie nawilżający krem z olejkiem kokosowym od MIYA. Długo się na niego nakręcałam, aż wreszcie przy okazji promocji (-40% w Hebe) udało mi się go zakupić za niecałe 18zł. Cena niezła.
Dlaczego kokos? Jestem jego fanką, i nieważne co pojawia się w kosmetycznym świecie z tym składnikiem musze to mieć ;-)


myWONDERBALM  - I’m Coco Nuts - krem, który intensywnie nawilża, regeneruje, koi i poprawia elastyczność skóry. Olejek kokosowy, który się w nim znajduje ma za zadanie nawilżać skórę, olej sezamowy, witamina E oraz prowitamina B5 odżywiają ją i sprawiają, że jest miękka.
Podpisuje się pod tym ;-)
 
 
Krem przeznaczony jest głównie do skóry normalnej, mieszanej ze skłonnością do tłustej, tłustej. Ja natomiast mam skórę suchą i u mnie sprawdza się on idealnie. Nie zauważyłam nic niepokojącego, efekty są, skóra jest nawilżona, gładka, miękka. Krem odpowiedni do pielęgnacji skóry twarzy (idealnie nadaje się pod makijaż - szybko się wchłania, nie tłuści), szyi, dekoltu, dłoni i całego ciała. Używamy na dzień i noc. Ja stosuję go do twarzy i czasami na ręce.
 

 
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona działaniem kosmetyki, do dużych plusów muszę zaliczyć także design kremu. Znajduje się w kartonowym pudełku z idealnym opisem, kokos zachowany w miętowej kolorystyce - cudowna, cudowna, cudowna ;-). Niestety znalazłam też minus kremu, tak jak uwielbiam zapach kokosa, tak tutaj jest on nieco drażniący. Krem nie pachnie dla mnie typowym kokosem, tylko połączeniem z ananasem - pinacolada. Jest słodki i trochę owocowy, a tego nie chciałam. Szkoda, wielka szkoda, ale na szczęście jest to do przejścia ;-) Zapach Wakacji.
 
 
Jestem bardzo zadowolona z kremu, z jego wyglądu, działania, trochę mniej z zapachu. Wrócę do niego na pewno, ale sprawdzę też inne wersje (masło shea, olejek z róży i masło z mango), ostatnio marka wypuściła swój najnowszy kosmetyk: naturalne serum rewitalizujące, i je także z chęcią sprawdzę.
 
Lubicie markę MIYA i jej fantastyczne kremy ? :-)
Y.

Rituals - The ritual of DAO

Ostatnio o marce Rituals zrobiło się głośno, marka dostępna jest stacjonarnie w perfumeriach Sephora i z tego co widzę robi furorę ;-).
 
Ja zaczynam swoją przygodę z marką od serii - The ritual of DAO, zapach linii najbardziej przypadł mi do gustu ze wszystkich dostępnych, dla mnie pachnie lasem, kwiatami, świeżością .
 
 
"Myśl przewodnia naszej filozofii jest prosta: szczęście zbudowane jest na drobnych rzeczach. Zmieniamy Twoją codzienną rutynę w chwile czystej przyjemności, dzięki wspaniałym i bogatym produktom. Nasz cel: sprawić, by każdy drobiazg miał znamiona luksusu". Taką informację znajdziemy na stronie marki.
 
 
Filozofia DAO - Dao  jest starożytną chińską filozofią skupioną na osiągnięciu doskonałej harmonii między yin i yang. Yin reprezentuje twój wewnętrzny świat, a yang reprezentuje zewnętrzne wpływy.  Cała kolekcja wzbogacona jest o ekstrakt z białego lotosu, orzeźwiającą chińską miętę oraz kojący Yi Yi Ren. Wybierając produkty postawiłam na pudełko wcale nie małych miniatur, chciałam od razu wypróbować całą linię, a nie zdziwić się przy jednym pełnowymiarowym produkcie, i się nie zawiodłam. Seria DAO jest zapakowana w piękne zielone pudełko, elegancko zdobione, nie powiem bo w łazience prezentuje się wspaniale ;-)
 

W zestawie znajdują się cztery produkty: pianka pod prysznic (50ml), scrub i krem do ciała (70ml) oraz antyperspirant 24h (50ml). Miniatury miniaturami, ale te produkty wcale nie są tak małe, spokojnie można je sprawdzić i zdecydować czy chcemy większą wersję czy idziemy dalej i wybieramy inną linię marki. Co do samych produktów fantastycznie działają wszystkie razem, dzięki rytuałowi pielęgnacji skóry tą linią możemy poczuć ją w pełnej krasie. Jak pisałam wcześniej zapach jest cudowny, utrzymujący się nie skórze, przyciągający uwagę innych.
 

 
Produkty sprawdzają się nieźle, spełniają swoją funkcję, nie podrażniają skóry, są dla niej bardzo łagodne. Nawilżają, odżywiają i sprawiają, że chce się więcej i więcej. Moim ulubionym kosmetykiem tej linii jest pianka pod prysznic, wydajna i wygodna w użyciu, chociaż pozostałe nie zostają daleko w tyle. Warto je sprawdzić. Za cały zestaw zapłaciłam 86 zł ;-)
 
 
Linia DAO najbardziej trafiła w moje gusta, ale z chęcią sięgnę po inne wersje i je sprawdzę, mam na to całe wakacje, a one idealnie się sprawdzają na takie rytuały pielęgnacyjne ;-) Domowe SPA ;-)
 
Y.