Jak lato to tylko mgiełki! Douglas i Grace Cole.

Kto z Was latem namiętnie używa mgiełek do ciała?
Ja! i to z ogromną chęcią! :) oczywiście z wód perfumowanych też korzystam, jednak mgiełki przeważają, wiadomo! Lżejsza konsystencja, letnie zapachy, nie są tak ciężkie i gęste. Ostatnio z polecenia wpadły mi w ręce mgiełki marki własnej Douglas - Les Delices oraz marki Grace Cole - jak je zobaczyłam przepadłam.


Les delices to seria marki Douglas, jest słodka, kolorowa, pełna zabawy i posiada w swojej ofercie wiele produktów, min.: perfumowane mgiełki do ciała, te dwa słodziaki to wersja kokos - vanilia oraz jabłko w karmelu. Większa butla to natomiast elegancki kosmetyk marki Grace Cole - wersja nektarynka i grejpfrut - słodycz.


Nie trudno się domyśleć dlaczego wybrałam mgiełki serii Les Delices. Są małe i poręczne - 100ml, zmieszczą się wszędzie i zawsze mogę je mieć ze sobą, dodatkowo są naprawdę śliczne, przyciągają wzrok i uwagę. Perfumowane co jest ogromnym atutem, pięknie pachną. Kokos z vanilią - idealne połączenie, nie za ciężkie i nie za słodkie, a jabłko w karmelu pachnie równie obłędnie. Rozprowadzanie mgiełek za pomocą sprayu, produktu nie wydobywa się za dużo, nie musimy się obawiać, że mgiełka się za chwilę skończy. A jak długo się utrzymuje - rewelacja!! :)
Co mnie jeszcze zachęciło do zakupu to cena, w regularnej kosztują 19,90 zł, teraz w promocji 9,90 zł, aż żal nie zabrać ich do domu. Ja na pewno jeszcze skorzystam i zakupię ich więcej ;-).


A mgiełka, na którą się zdecydowałam przypadkiem to mgiełka od Grace Cole, zauważyłam ją na sklepowej półce i się zauroczyłam tą butlą - 250ml, więc jak widzicie całkiem sporo. Butelka elegancka, klasyczna, ale coś w niej jest, że warto się nią zainteresować. Pachnie pięknie, soczyście, owocowo i równie długo jak dwa poprzednie produkty, bo także jest perfumowana. Cena promocyjna 19,90zł, klasycznie 39,90 zł! Uważam, ze warto zainwestować i mieć ją na toaletce ;-).



U mnie mgiełkowe szaleństwo trwa i na pewno na tych produktach nie spocznę, skorzystam z letnich promocji i zaopatrzę się jeszcze w kilka butelek, bo jakoś to lato trzeba przetrwać, a nic tak nie pomaga jak połączenie piękna z pożytecznym, tak jest w przypadku tych mgiełek. Ubóstwiam je!

Szalonego dnia.
Y.

Pielęgnacja skóry - Maski MultiBioMask

Witajcie!
Lato, do mnie wróciło! Jest słońce, dużo słońca, gorące dni i ciepłe wieczory - to lubię najbardziej 
Staram się unikać nakładania makijażu na twarz, za to jak najwięcej czasu poświęcam pielęgnacji skóry, dużo nawilżenia, dużo chłodzenia, dużo kremów i dużo maseczek. Na noc stosuje te w kremie, w dzień zaś ratuje się maskami w płacie - najczęściej po wyjęciu ich z lodówki ! ;-)

Ostatnio korzystałam z dobrodziejstw masek MultiBioMask - nieznana wcześniej mi marka, chociaż ostatnio coraz częściej spotykam się z ich produktami, bardzo chętnie zajęłam się ich testowaniem i sprawdzaniem jak to będzie u mnie działało. 


Sprawdziłam cztery maski tej marki, dwie w płacie: Anti - aging professional koktajl odmładzajacy + mezoterapia oraz Night revolution koktajl przeciwzmarszczkowy + maska odnowa komórkowa, oraz dwie oczyszczające: nawilżająca i łagodząca. Czyli cztery różne maseczki, jak się sprawdziły?



Maski MultiBioMask to maski łączone, czyli w jednej saszetce mamy dwa rodzaje kosmetyku, bardzo fajne rozwiązanie. Wizualnie prezentują się nieźle, ładne, estetyczne opakowania, kolorowe z wyczerpującym opisem, na sklepowej półce zauważalne, a to ważne. Cenowo bardzo przystępnie - ok.8 zł, warto też na nie zapolować na promocji, są wtedy dużo tańsze.

A jak już wcześniej wspomniałam, maski w płacie uwielbiam, szczególnie latem w upalne dni, kiedy mogę nałożyć na twarz mokrą tkaninę - ochłodzenie, relaks i pielęgnacja w jednym :).
Pierwsza maska, która sprawdziłam to ani - aging ma za zadanie walczyć ze wszelkimi oznakami upływającego czasu: zmarszczki, utrata jędrności, przesuszenie. Wszelkie substancje aktywne dostarcza nam maska tkaninowa, jest to pierwsza warstwa, która wnika głęboko w skórę, tutaj byłam zadowolona z efektu, zero szczypania, zero jakichkolwiek negatywnych reakcji, uczucie bardzo przyjemne. Kolejnym krokiem była druga część produktu maska mezoterapia, czyli emulsja z kolagenem, bardzo gęsta, skóra po niej była niezwykle miękka i gładka - fantastycznie :)



Druga maska night revolution to również strzał w dziesiątkę, działanie podobne maska tkaninowa oraz emulsja, i tutaj również obyło się bez negatywnych działań. Tkanina bardzo dobrze zadziałała na moją skórę, sprawiła jej niemałą przyjemność, natomiast emulsja, która zawiera cząsteczki 24karatowego złota wspaniale zgrała się ze zregenerowaną skórą. Miękkość, gładkość. Jeśli o tę maskę chodzi to jak sama nazwa wskazuje zaleca się zażycie jej na noc, dla lepszego, głębszego efektu. Sprawdźcie koniecznie ;-).
Obie maski sprawdziły się w 100 %.  Zauważyłam intensywne nawilżenie skóry, była miła w dotyku, gładka, odnowiona, oczywiście po jednym zastosowaniu nie stwierdziłam poprawy w kwestii zmarszczek, ale przy dłuższym stosowaniu kto wie ;-).

Dwie kolejne oczyszczające pokaże Wam w kolejnym poście :) co za dużo to nie zdrowo.
Pozdrawiam Słonecznie i Maseczkowo!
Y.


Kosmetyki Himalaya - pielęgnacja oparta na sile natury.

Witajcie!
Kosmetyki oparte na sile natury, ziołowe, naturalne, bezpieczne! To właśnie te, które są teraz najbardziej pożądane, każdy chce korzystać z dobrodziejstw natury i sięga po to co najlepsze! 
Kosmetyki marki Himalaya - to właśnie one,  wpisują do tego kanonu! Jest to jedna z najbardziej znanych i najlepiej sprzedających się marek, które takie produkty nam proponują, tworzona z ziół, które są oczywiście starannie wyselekcjonowane, minerałów. Wieloletnie badania sprawiły, że kosmetykom możemy ufać w 100 %, producent zapewnia nas, że kosmetyki są hipoalergiczne, przechodzą surowe dermatologiczne testy i co równie ważne nie są testowane na zwierzętach! Wszystko to brzmi wręcz wyśmienicie, a jak się sprawdziły u mnie ?!


Bardzo się cieszę, że jako blogerka mogłam przetestować gamę kilku produktów do pielęgnacji twarzy, ciała i jamy ustnej, a to jest bardzo ważne. Po jednym produkcie nie byłabym w stanie stwierdzić czy marki jest warta uznania, i czy słowa które napisałam na początku są prawdziwe. W momencie kiedy testowałam kosmetyki razem, mogę i chcę o nich co nieco opowiedzieć.

Marka zaskoczyła mnie pozytywnie już na samym wstępie kiedy otrzymałam paczkę, ładna, estetyczna, dobrze zapakowania i dodatkowo w prezencie - kwiaty. Zrobiło się miło, nabrałam ochoty na wielkie testowanie! Sprawdzałam wszystko naraz, byłam bardzo ciekawa ... 


Na wstępie o całej linii, kosmetyki wizualnie bardzo do siebie podobne, cała seria utrzymana w przyjemnej, ziołowej estetyce, bardzo ładnie się prezentuje! Kolorowa, cieszy oko! Opakowania wygodne, nic się z nimi nie zadziało, aż chce się sięgnąć po resztę i testować dalej! :). 


Pasty do zębów tej marki znałam już wcześniej, rewelacyjna ziołowa formuła, która się w nich znajduje zaszczepiła we mnie pierwsze zalążki przyjaźni. Wersja,którą sprawdzałam to ziołowa pasta Sparkly White - bazująca na technologii enzymów roślinnych, jej zadaniem jest pozostawienie zębów bielszymi i bardziej lśniącymi. Zawiera enzym z papai, ananasa i migdał. Wyczuwalne głównie zioła, bardzo przyjemnie się po niej czułam, nie za mocna i nie za słaba - idealna. Po jednej tubce nie zauważyłam wybielenia, ale na pewno będę stosować dalej :).



Bardzo się ucieszyłam, gdy w paczce znalazły się produkty z serii Neem Guru - Neem to znane od tysięcy lat zioło o właściwościach antybakteryjnych, idealnie oczyszcza i rewitalizuje skórę, pomaga zapobiegać trądzikowi, chroni skórę przed wszelkimi stanami zapalnymi. Wreszcie mogła m sprawdzić jej działanie na sobie, mimo iż moja skóra jest w dość dobrej kondycji, przetestować nie zaszkodzi.
Piankę dla lepszego efektu używałam dwa razy dziennie i tak też Wam polecam, fantastycznie radziła sobie z oczyszczaniem zanieczyszczeń, jako że był to mój drugi krok w demakijażu nie miał za zadania zmywać go tylko oczyszczać już skórę. Pianka nie zawiera mydła! Rozprowadzała się idealnie, była trochę tępa, dzięki czemu masaż musiał trwać chwile dłużej z korzyścią dla skóry.
W składzie oprócz Neem znajduję się też kurkuma, dzięki niej skóra była miękka, gładka i nawilżona. U mnie sprawdziła się doskonale, jestem zwolenniczką wszelkich ziołowych pianek, są dla mnie zbawienne i pomagają mojej skórze być w dobrej kondycji.



W dalszej pielęgnacji pomogły mi peeling i maska,również oczyszczające z serii Neem Guru - komplet idealny! Peeling ma podwójne działanie: złuszczające oraz oczyszczające, dzięki granulkom moreli dokładnie usuwa martwy naskórek, ściera zaskórniki oraz dobrze oczyszcza skórę, nie jest bardzo mocnym zdzierakiem, ale używałam go 2 razy w tygodniu, żeby nie przesadzić - sprawdził się.


Maskę stosowałam raz w tygodniu, oczyszczała twarz oraz pomagała w regulacji wydzielania tłuszczu, bardzo dobrze wpływania na zanieczyszczane pory. Bardzo fajnie chłodziła i koiła skórę, efekt mi się podobał. Sama maska bardzo gęsta, ziołowa, dobrze się zachowywała na skórze, w ogóle jej nie podrażniła, powiem nawet, że ją wyciszała. Całe trio spisało się na medal! W tej serii dostępne jeszcze maski w saszetkach - sprawdzę je na pewno.



Na koniec mój ulubieniec i faworyt - intensywnie nawilżający krem do twarzy i ciała! Produkt zawiera kiełki pszenicy i migdały, ma za zadanie nawilżać i odżywiać skórę! Tak też robił :) Krem - balsam, bardzo gęsty i bogaty, ale wchłaniał się momentalnie, nie tłuścił ubrań i nie pozostawiał tłustego filmu - latem to najważniejsze! Pachnie pięknie, delikatnie, zapach pozostaje na skórze długo, to dla mnie równie ważne. A skóra ? Miękka, gładka, nawilżona! Taka powinna być :). U mnie ten produkt wygrał i będzie się pojawiał w mojej kosmetyczce częściej! 


Po przetestowaniu kilku różnych produktów mogę Wam je z czystym sumieniem polecić i zachęcić do sprawdzenia. Bardzo dobre jakościowo produkty, pięknie pachną, z dobrymi składami, co najważniejsze działają i pomagają w codziennej pielęgnacji. JA z chęcią do nich wrócę, a nawet więcej, sprawdzę inne kosmetyki, które ma w swojej ofercie marka Himalaya. Moja skóra w ciąży wymaga specjalnego traktowania i takie otrzymała!
Dziękuję.
Y.

Magic Rose - Różana pielęgnacja od Evree.

Róża!
Dziś o pięknej, różowej serii kosmetyków do pielęgnacji twarzy od marki Evree. Przy okazji promocji w Rossmannie skusiłam się od razu na całą serię, ale przedstawię Wam kwintesencję linii, czyli według mnie trzy najlepsze produkty. Wszystkie oczywiście mają dodatek różany i wszystkie wspaniale pielęgnują skórę. Linia Magic Rose, a produkty, które ja polubiłam to: różany dwufazowy płyn do demakijażu oczu, różany olejek do mycia twarzy oraz różany tonik do twarzy, produkty przeznaczone są do wszystkich typów skóry, tonik nadaje się do mieszanej, zaznaczę, że mam skórę suchą/wrażliwą i na nią działały naprawdę kojąco ;-).
W produktach znajdziemy olejek z dzikiej róży, który działa łagodząco, koi zaczerwienioną skórę i podrażnienia, nawilża, tonizuje i rozświetla skórę. Działa przeciwzmarszczkowo oraz pielęgnuje delikatną skórę wokół oczu. Wodę różaną, która tonizuje i przywraca naturalne pH, wycisza zaczerwienienia, poprawia kondycję skóry i wzmacnia naczynia krwionośne. Oprócz tych składników dodatkowo mamy tutaj kwas hialuronowy oraz d-panthenol.
Cała seria pięknie wygląda, jest spójna, różowa i cieszy oko. Pięknie pachnie różą, dla miłośników tego zapachu przyjemnym będzie używanie tych kosmetyków, ja je bardzo polubiłam. Dwa pierwsze produkty to płyn dwufazowy i olejek do mycia twarzy.

Dwa bardzo do siebie podobne produkty, łatwo je pomylić i trzeba uważać na to co sięgamy z półki.
Płyn dwufazowy sprawdził się w swojej roli na dość dobrym poziomie, dobrze zmywał makijaż oka, nie pozostawił tłustego filmu i nie podrażniał - to jest dla mnie najważniejsze. Olejek - od tego produktu oczekuję zawsze dużo. Ostatnio używałam balsamu do demakijażu marki Clinique i jestem z niego zadowolona, ale odskocznia się czasem przyda. Olejek sprawnie radzi sobie z demakijażem, jest bardzo płynny, trzeba uważać, żeby nie wylać za dużo produktu, ale jak sobie z tym poradzimy dalej idzie już gładko ;-). Uczucie na twarzy rekompensuje wszystko, twarz nie jest podrażniona, ani wysuszona. Czuję miłe nawilżenie, zero pieczenia, skóra delikatnie mniej zaczerwieniona.

Tonik w mojej ulubionej formie aplikacji, czyli spray. Wygodny, wydajny, łatwo się używa ;-)
Sam produkt szybko się wchłania, nie używam przy nim wacika, czekam aż skóra sama wchłonie produkt, co dzieje się niezwykle szybko. Pięknie pachnie i nie drażni, fajnie łączy się z całą serią.
Spasowany jest z pozostałymi produktami i działa tak samo dobrze jak i one.
Widzicie tę piękną, różową, różaną serię ? Ja się z nią polubiłam, ja i moja skóra także. Jest nawilżona, mniej podrażniona, zaczerwienień jest nieco mniej, no i pięknie pachnę różą. Cenowo produkty wahają się ok. 15-17 zł, warto po nie sięgnąć i je mieć u siebie w łazience.
Kto ma? :)
y.

Zaskoczona! - Botanical Fresh Care od L'oreal Paris.

Jestem Zaskoczona! Mile!
Seria Botanical Fresh Care od L'oreal Paris na dobre rozgościła się w drogeriach, miałam okazję i przyjemność testować ją dzięki portalowi Ofeminin.pl, dzięki czemu wiem do czego na pewno będę wracać! ;-). Seria, którą ja używałam to Geranium Radiance Remedy - siła blasku, produkty: szampon pielęgnacyjny do koloryzowanych i matowych włosów oraz tonik rozświetlający bez spłukiwania.
 
 
Produkty Botanical Fresh Care mają nas zachęcić do siebie tym, że nie zawierają silikonów, parabenów i dodatkowych barwników i tutaj faktycznie plus, bo ich nie ma, choć skład nie jest anielski, są to dobre jakościowo produkty! Butelki i ich design też nawiązują do roślinnych macierzy, kosmetyki są ładne i jak zauważyłam przyciągają wzrok wielu klientów.
 
Seria, którą ja testowałam, to seria, która łączy kompozycję botanicznych esencji z najczystszą esencją płatków geranium i jak opisuje producent: "finezyjny zapach z nutami rosy i trawy dla efektu zen. Zdominowane przez geranium kwiatowe nuty serca złożone z jaśminu, lawendy i róży zabiorą Ciebie i Twoje włosy w aromatyczną podróż!". Faktycznie czuć to, czuje tutaj kwiaty, las, trawę, czyli zieleń i dobrodziejstwo łąk, przyjemny zapach.
 

 
Co od razu mi się spodobało? Duża butla szamponu - 400 ml i pompka! Najwygodniejsza forma, która uwielbiam, w łazience sprawdza się idealnie duży plus za to. Miła i przyjemna dla oka szata graficzna, nie jest pstrokata i nie drażni. Opakowania są w 100% wykonane z przetwarzanych materiałów PET, można je poddać recyklingowi, kolejny plus. A same produkty? Szampon bardzo gęsty o białoperłowym kolorze, wydajny, by wystarczy naprawdę niewiele produktu, aby dobrze umyć włosy. Nie pieni się tak bardzo (lubię), łatwo się spłukuje. Piękny zielny zapach umila pielęgnację. Dobrze myje włosy, nie plącze ( z czym ja mam ogromne problemy), nie wysusza. Nawilżenie, miękkość i gładkość to jest to co pozostaje po myciu tym szamponem ;-).
 

 
Tonik ? Czemu ma służyć, ano jest to dodatkowa pielęgnacja włosów, spryskujemy nim suche włosy w dowolnym momencie dnia, po to aby nasze matowe i suche włosy zyskały blasku. Spray tak jak i szampon jest pełen świeżego, kwiatowego aromatu i lubiłam go używać w ciągu dnia, mimo iż nie widziałam jakiegoś spektakularnego efektu, owszem włosy przez chwilę wyglądały świeżo i gładko, po chwili znów wracały do swojej poprzedniej postaci. Trzeba uważać, żeby nie przedobrzyć i nie używać produktu zbyt często bo może tłuścić włosy. Ogólnie byłam z niego zadowolona ;-).
 
 
Linia Geranium Radiance Remedy w swojej ofercie posiada jeszcze dwa produkty pielęgnacyjne: maskę nawilżającą i balsam pielęgnujący, z chęcią je sprawdzę i zobaczę jak sobie radzą. Produkty, które ja testowałam są naprawdę niezłe i myślę, ze jeszcze do nich wrócę, ale będę chciała też sprawdzić pozostałe linie serii Botanical Fresh Care.
 
Myślicie, ze warto :) ?
Y.