🏖️ Bomba witaminowa - Lirene C + D Vitamin Energy 🏖️

Cześć!
Idąc przez drogerię na półkach 'uśmiecha' się do nas masa kosmetyków, nowość goni nowość, i co tu wybrać, ja przechodząc przez alejki najczęściej zerkałam na nową linię marki LIRENE C + D Vitamin Energy. Wizualnie przyciągała wzrok i aż krzyczała: "weź mnie" ;-). Nie zdążyłam, bo otrzymałam ja do przetestowania od marki ze strony Ofeminin.pl. Na szczęście! ;-)


Red Chiffon Dress - czerwona sukienka szyfonowa - Rosegal.com 💄💄

Cześć, Witajcie!
Dziś całkiem niekosmetycznie, wakacje, słońce, odpoczynek, luźny post ... ;-).
Lubicie sukienki ? Ja mam ich w szafie mnóstwo, ale ich nie nosiłam, aż do teraz! Jestem w 29 tygodniu ciąży i niestety, ale robię się 'coraz większa', w spodnie ciężko wejść, jest ciasno, niewygodnie, musiałam więc wytargać moje sukienki i zacząć je nosić, zaczęłam też rozglądać się za nowościami, letniakami, takie w których będę wyglądać i przede wszystkim będzie mi wygodnie! :)
Czerwony i czarny są to bardzo klasyczne kolory, w mojej szafie znajduje się ich niewiele, więc zaczynam poszukiwanie. red chiffon dress   i black turtleneck dress , to są moje wybory na teraz!
Czerwone i czarne, eleganckie i na co dzień. Nigdy nie szukałam na zagranicznych stronach, ale po Waszych postach widzę, ze warto. Mój wybór padł na sklep: Rosegal.com. klik
Spodobało mi się naprawdę sporo ubrań, bardzo fajnie, że różnią się od tych, które dostępne są w naszych sieciówkach, tutaj naprawdę ciężko mi jest coś dobrać, a jak znajdę okazuje się, że to jednak nie to ... szkoda! Na stronie Rosegal.com ceny są niezłe, przystępne, więc można śmiało zaszaleć ;-).
Moje wybory na chwilę obecną:


klik i klik

Johnson's Bedtime - pielęgnacja na dobranoc 🛁🛁

Witajcie!
Dziś nietypowo, kosmetyki, których nie używałam wcześniej, a przez przypadek zaczęłam. Mowa tutaj o pielęgnacji dla najmłodszych, wspomagającej sen dziecka. Kosmetyki marki Johnson's nie są mi oczywiście obce, ale nie miałam dotychczas z nimi zbyt dużej styczności, teraz przy okazji narodzin maleństwa (wrzesień 2017) mogę sama zacząć testować kosmetyki dla maluszków. Te, o których napiszę dostałam w prezencie, i nie czekając do września trafiły do mojej łazienki ;-)

Seria, która posiadam to seria BedTime - rytuał na dobranoc o działaniu potwierdzonym klinicznie, wspomaga spokojny sen Twojego dziecka. Produkty to oliwka na dobranoc oraz żel do mycia ciała (200 i 400ml).


Cała seria utrzymana jest w delikatnym lawendowym kolorze, który potrafi uspokoić ;-), butelki klasyczne dla marki, mam wrażenie, że od lat się nie zmieniły, ale może to i dobrze. Opisy są wyraźne, składniki na etykiecie również, więc mamy wszystko czego potrzebujemy.




Testowanie zaczęłam od oliwki, która okazała się hitem! Ciepła kąpiel, masaż oliwką i spokojny sen, wyciszenie, takie były u mnie efekty. Produkt jest z dodatkiem min.: lawendy i rumianku, posiada kompleks naturalnych aromatów, to właśnie one sprawiają, że używanie kosmetyku jest naprawdę przyjemne.  Oliwka szybko się wchłania, nie tłuści, pięknie pachnie i nawilża. Jest cudowna ;-)


 Co do żelu, również posiada roślinne kompleksy i pięknie pachnie, pozostaje na skórze dość długo, a nałożona oliwka tylko wspomaga jego działanie. Naprawdę zgrany duet. Żel myje skórę, jest dla niej bardzo delikatny. Bardzo wydajny, szczególnie, ze butla jest naprawdę ogromna i myślę, że starczy mi na długo, długo ;-)


Co prawda dopiero zacznę prawdziwą przygodę z kosmetykami dla dzieci, ale do września będę chciała sprawdzić ich jak najwięcej, myślę, że do tego czasu trochę się ich uzbiera i je Wam pokażę ;-). Z serią Bedtime naprawdę się polubiłam i zostanę przy niej na dłużej, skoro mi służy, myślę, że maluszek będzie z niej zadowolony i z czystym sumieniem będę mogła jej używać ;-)

Jakie są Wasze doświadczenia z kosmetykami dla dzieci :)?
Y.


o swoim ślubie słów parę - trochę prywaty 💋

Ślub! Wesele!
Wiele z Was już po tym wydarzeniu, wiele z Was dopiero się z tym zmierzy ... ;-).
Ja swój wielki dzień obchodziłam niedawno - 26.05.2017r. i chciałam się zwierzyć trochę tak prywatnie jak to wszystko odczuwałam ;-).
Wszystko zaczęło się u nas od wyboru terminu, kiedy oboje wiedzieliśmy, że to już! zdecydowaliśmy się na załatwianie formalności, żeby było śmiesznie decyzja zapadła pod koniec lutego, a więc mieliśmy 3 miesiące - i powiem Wam, ze czasu wystarczyło nam w zupełności, nie potrafiłabym organizować się na rok czy dwa wcześniej. I tak większość spraw załatwia się krótko przed samą ceremonią, a po co czekać aż tyle czasu, stresować się niepotrzebnie i wyczekiwać na ten dzień.
Ok! Termin jest, zebraliśmy się i w jeden dzień udało się zorganizować wszystko w Kościołach, wstępnie zarezerwowaliśmy salę i zabraliśmy się za dalsze czynności. Ja nie musiałam się długo zastanawiać nad resztą, bo długo przed ślubem już wiedziałam jak ma on wyglądać. Miał to być majowy, konwaliowy ślub - więc dodatki na sali były z konwaliami, bukiet, wianek, butonierki oraz bransoleta dla świadkowej były z tych samych, moich ulubionych kwiatów.

Później na spokojnie załatwialiśmy pozostałe kwestię: suknię szyłam na miarę w salonie sukien ślubnych, sala dogrywana była na bieżąco, menu wybraliśmy na krótko przed Tym dniem. Kościół i USC to była raczej formalność, nauki przedślubne i poradnia rodzinna - jeden dzień, także wszystko szło płynnie i gładko. Same dodatki i ostatnie zakupy poczyniłam kilka dni przed ślubem. Nie chciałam robić tego na kilka tygodni wcześniej. Jak widzicie prawie sielanka, niestety małe problemy zaczęły się w ostatnim tygodniu przygotowań.
My jako przyszła Para Młoda byliśmy strasznie wyluzowani i do wszystkiego podchodziliśmy z ogromnym dystansem, ale inni nadrabiali nerwami za nas, potem zaczęło to też trochę przechodzić na nas, z nas na innych i tak powstało kilka niepotrzebnych nerwowych chwil. Już teraz wiem, że nie będę w przyszłości męczyła Pary Młodej, najlepiej ich zostawić w spokoju, jak będą potrzebowali pomocy z pewnością odezwą się sami. A powiem Wam, że wiecznie odzywający się telefon, ciągłe pytania i próbowanie we wszystkim pomóc, tylko bardziej rozjusza nic pomaga .. niestety! Ja byłam przez to strasznie nerwowa, nie mogłam nic zrobić spokojnie i ważne dla mnie osoby traktowałam okropnie, gdybym miała teraz taką wiedzę wszystko rozegrałabym inaczej.


Na szczęście jak staliśmy już przed ołtarzem, wszystko ze mnie zeszło i dopiero wtedy mogłam poczuć magię tego dnia. Chyba nie musze nikomu opisywać uczuć jakie towarzyszą przy tym wydarzeniu, są tak silne, ze ciężko mi je tutaj oddać, a uwierzcie, ze chciałabym ;-). Miłość, radość, euforia, szczęście, strach to tylko kilka z nich.  Ceremonia w Kościele oczywiście minęła bardzo szybko, życzenia przed Kościołem i udaliśmy się na sale gdzie odbywała się mała uroczystość, nie szliśmy w duże wesele, tylko w rodzinnym gronie. Kameralnie tak, aby każdy mógł ze sobą spędzić trochę czasu - i było idealnie. Mała sala, wszyscy siedzieliśmy razem, tańce, rozmowy, idealnie jedzenie, pogoda cudowna, mini sesja ślubna w trakcie! Jak to teraz wspominam to aż mam łzy w oczach.







Jak widzicie, wrzuciłam tutaj trochę prywaty, trochę własnych odczuć, trochę cudownych zdjęć, nie jest to żaden poradnik, bo każdy organizuje i odczuwa Ten Dzień po swojemu i to jest w tym wszystkim cudowne ;-). Jeśli ktoś miałby jakieś pytania szczegółowe co do jakiejś kwestii piszcie, być może stworzę o tym osobny post! :-)
A teraz pozdrawiam Was serdecznie.
Y.

Kosmetyczka na wyjazd - co biorę ze sobą na krótki urlop


Planuję krótki wyjazd, kilkudniowe wakacje nad morzem ;-) Bagaż ograniczam naprawdę do minimum, także w kosmetykach stawiam na minimalizm, a co zabieram ze sobą :)?

Pielęgnacja to podstawa, ale też nie przesadzam.
- Mój must have to krem do twarzy z SPF50 od marki Clinique - mój faworyt jeśli chodzi o filtry, formuła mineralna, za to go pokochałam.
- Kolejny produkt bez którego nie jestem w stanie się obejść to aloesowy żel do 'wszystkiego' od Holika Holika, myślę, że będzie niezastąpiony nad morzem.
- Olejek kokosowy od marki Bielenda - idealny nawilżacz i zapach kokosa ;-).


Kolorówka też tylko podstawowa, nie będę jej używała na co dzień, ale myślę, że warto ją mieć przy sobie, a nóż się może przydać.
- Podkład Wonderful Cushion Sephora, delikatna formuła, lekkie krycie, zero obciążenia i oczywiście BB do nakładania go.
- Puder Miss Sporty - Insta glow - maskuje niedoskonałości i idealnie wykańcza makijaż.
- Mascara Dimensions de Chanel - super szczotka i naprawdę naturalny efekt.
- Rozświetlacz Lovely w kolorze złotym, a może się opalę? ;-)





Koniecznie muszą się jeszcze znaleźć:
- Krem do rąk Delia - super nawilżacz, nie rozstaje się z nim.
- Maseczka do twarzy w płacie - pomidor od Holika Holika.
- Mój ulubieniec do ust ostatnich dni, balsam kokosowy Palmer's SPF 15 - to jest HIT ;-)

Tak patrzę na to co spakowałam i naprawdę poszłam w minimalizm :) Oczywiście dopakuję jeszcze demakijaż, ale z samych kosmetyków do pielęgnacji i kolorówki to wszystko! Wakacje są po to by odpoczywać i szaleć ! :) i ja to planuję!



Udanej pogody Wam życzę.
y.

Olejek w balsamie kwiat wiśni - NOWOŚĆ od Nivea 💚💚

Mam wrażenie, że u mnie lato w pełni .. słońce, upały, idealna pogoda, letnia pielęgnacja!
Jakiś czas temu zaczęłam stawiać na olejki, skóra bardzo się z nimi polubiła, a i ja jestem zadowolona. Dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy NIVEA wypuściła na rynek nowy produkt, mianowicie olejek w balsamie.
Kosmetyk, który ja testowałam to wersja - kwiat wiśni i olejek jojoba, idealny na tę porę roku, nie za ciężki, nie za słodki, zapach jest prawdziwie kwiatowy, słodycz wiśni przeplata się delikatnie z cytrusami, na ciele zachowuje się równie cudownie ;-).
Marka Nivea zastosowała przełomową formułę olejku w balsamie, jest to idealnie połączenie pielęgnacji naturalnymi olejami z wygodną aplikacją balsami, połączenie to rozpieszcza zmysły i niezwykle pobudza. Uwielbiam aplikacje tego balsamu, formuła jest lekka, nie za gęsta, bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu na skórze, a nawilżenie czuć niemal od razu, utrzymuje się bardzo długo i to jest fantastyczne.
Do tego wszystkiego dochodzi ten cudowny zapach, o którym pisałam wcześniej. Kwiat wiśni to idealny letni sposób na udany dzień. Zapach wiśni jest delikatny, spokojny, cichy i dyskretny, idealnie łączy się z kobiecą skórą. Pozostałe wersje zapachowe mogą być już nieco cięższe, ale myślę, ze też je z czasem sprawdzę: (róża i olejek arganowy, wanilia i olejek migdałowy, kakao i olejek makadamia) więc jak widzicie wybór jest spory i każdy znajdzie coś dla siebie.
Butelka jak widzicie typowa dla marki NIVEA, klasyczna i bardzo dobrze rozpoznawalna, na sklepowej półce od razu widać jaka to marka, uważam, ze to dobre posuniecie ;-) Po co zmieniać coś co się bardzo dobrze sprawdza.
Kto z Was miał już styczność z tą nowością ? Ja uważam ja za idealnie letnie nawilżenie, skóra po nałożeniu jest miękka, gładka i nawilżona a zapach wiśni, który się na niej znajduje jest prawdziwym letnim orzeźwieniem ;-)
Y.


MIYA myWONDERbalm - I'm Coco Nuts

Kokosowy raj!
Intensywnie nawilżający krem z olejkiem kokosowym od MIYA. Długo się na niego nakręcałam, aż wreszcie przy okazji promocji (-40% w Hebe) udało mi się go zakupić za niecałe 18zł. Cena niezła.
Dlaczego kokos? Jestem jego fanką, i nieważne co pojawia się w kosmetycznym świecie z tym składnikiem musze to mieć ;-)


myWONDERBALM  - I’m Coco Nuts - krem, który intensywnie nawilża, regeneruje, koi i poprawia elastyczność skóry. Olejek kokosowy, który się w nim znajduje ma za zadanie nawilżać skórę, olej sezamowy, witamina E oraz prowitamina B5 odżywiają ją i sprawiają, że jest miękka.
Podpisuje się pod tym ;-)
 
 
Krem przeznaczony jest głównie do skóry normalnej, mieszanej ze skłonnością do tłustej, tłustej. Ja natomiast mam skórę suchą i u mnie sprawdza się on idealnie. Nie zauważyłam nic niepokojącego, efekty są, skóra jest nawilżona, gładka, miękka. Krem odpowiedni do pielęgnacji skóry twarzy (idealnie nadaje się pod makijaż - szybko się wchłania, nie tłuści), szyi, dekoltu, dłoni i całego ciała. Używamy na dzień i noc. Ja stosuję go do twarzy i czasami na ręce.
 

 
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona działaniem kosmetyki, do dużych plusów muszę zaliczyć także design kremu. Znajduje się w kartonowym pudełku z idealnym opisem, kokos zachowany w miętowej kolorystyce - cudowna, cudowna, cudowna ;-). Niestety znalazłam też minus kremu, tak jak uwielbiam zapach kokosa, tak tutaj jest on nieco drażniący. Krem nie pachnie dla mnie typowym kokosem, tylko połączeniem z ananasem - pinacolada. Jest słodki i trochę owocowy, a tego nie chciałam. Szkoda, wielka szkoda, ale na szczęście jest to do przejścia ;-) Zapach Wakacji.
 
 
Jestem bardzo zadowolona z kremu, z jego wyglądu, działania, trochę mniej z zapachu. Wrócę do niego na pewno, ale sprawdzę też inne wersje (masło shea, olejek z róży i masło z mango), ostatnio marka wypuściła swój najnowszy kosmetyk: naturalne serum rewitalizujące, i je także z chęcią sprawdzę.
 
Lubicie markę MIYA i jej fantastyczne kremy ? :-)
Y.